sobota, 16 maja 2015

Rozdział 2

"Sięgnęłam po torebkę leżącą na półce obok i na palcach podeszłam do drzwi. Gdy nie było nikogo słychać delikatnie otworzyłam drzwi. Stawiając małe i ciche kroki zeszłam po schodach na dół. Poczułam smród alkoholu, dochodzący z jednego z pokoi. Z ciekawości zajrzałam do środka. Wszędzie walały się puszki po piwie, a na kanpie leżał blondyn mniej więcej w moim wieku. Przestraszona wybiegłam z domu, biegnąc przed siebie, jak najdalej od tego miejsca."

Zmęczona godzinnym "zwiedzaniem" Warszawy usiadłam na pierwszej, lepszej ławce. Wyciągnęłam z torebki telefon, by sprawdzić godzinę. Zegarek wskazywał dziewiątą trzydzieści. Zaczęłam mocno rozmyślać próbując połączyć wszystkie fakty. Co to był za dom? Kim był ten blondyn? Co się stało z brunetem, z którym jechałam autem? Co teraz mam robić?
Otworzyłam torebkę, chowając do niej telefon i próbując odnaleźć portwel, by kupić kawę na pobudzenie. Nigdzie jednak go nie było. Zdenerwowana wyrzuciłam z torebki wszystkie rzeczy, co nie dało rezultatu. Miałam tam pieniądze, dokumenty, karty płatnicze. Załamana schowałam z powrotem wszystkie przedmioty do torebki, po czym próbowałam ustalić gdzie może być zguba. Do głowy przyszło mi tylko jedno miejsce, a mianowicie miejsce, w którym najprawdopodniej spędziłam noc. Wcześniej nawet na myśl by mi nie przyszło tam wracać, a teraz? Teraz nie mam wyboru. Nigdzie nie wyciągałam portwela. Co prawda mógł mi wypaść gdy wyciągałam coś innego, ale warto odwiedzić także tamto miejsce. Możliwe, że ten chłopak mnie okradł.

***

Stanęłam pod dużym domem nabierając powietrza do ust. Nie łatwo było mi go znaleźć. Warszawa jest wielkim miastem, co nie ułatwiało sprawy. Pchnęłam furtkę i weszłam na teren budynku. Stanęłam przed drzwiami, pukając w nie. Miałam nadzieję, że nikt nie otworzy, pomimo że zależało mi na odzyskaniu mojej własności. Na moje nieszczęście (albo szczęście) drzwi budynku się otworzyły. W progu ujrzałam bruneta, z którym jechałam w nocy. Uśmiechnął się cwaniacko, a moje serce nabrało dziesięciokrotnie szybszego tępa.
-Wiedziałem, że wrócisz.-mruknął opierając się łokciem o futrynę. Uniosłam brwi nie bardzo wiedząc o co mu chodzi.
-Wejdź.-zszedł z przejścia wskazując ręką na korytarz w środku mieszkania.
-Przyszłam tylko po mój portwel złodzieju.-fuknęłam nabierając coraz więcej pewności siebie.
-Wejdź.-powtórzył nieco groźniejszym tonem. Przestraszona wykonałam jego polecenie. Od początku wiedziałam, że coś z nim nie tak. Stanęłam w holu nerwowo się rozglądając. Chłopak ruszył w stronę jednego z pokoi, wskazując głową, abym poszła za nim. Niepwenie zaczęłam stawiać kroki.
-No chodź. Nie bój się.-powiedział gdy zauważył, że się wacham. Usiadłam obok niego na kanapie, na której wcześniej leżał obcy mi blondyn. Teraz był tu porządek i nie śmierdziało alkoholem. Pomieszczenie było przestrzenne i ładnie urządzone.
-Masz mój portwel?-zapytałam przerywając niezręczną ciszę. Oblizałam nerwowo usta, zakładając przy tym kosmyki włosów za uszy. Wczoraj nie bałam się jego tak jak teraz.
-Mam.-uśmiechnął się w dość dziwny sposób.
-A mógłbyś mi go oddać?-spytałam zirytowana jego zachowaniem.
-Mógłbym.-po raz drugi uzyskałam irytującą odpowiedź. Posłałam mu piorunowe spojrzenie, które miało dać mu do zrozumienia, że to co robi nie jest zabawne.
-A dasz mi go?-po raz kolejny zadałam mu pytanie. Tym razem oczekiwałam konkretnej odpowiedzi.
-Pod jednym warunkiem.-wstał z miejsca przez cały czas uważnie mi się przyglądając. Spojrzałam się na niego pytająco. Chociaż to się robi śmieszne. Będzie mi stawiał warunki, abym mogła odzyskać swoją własność?
-Pójdziesz ze mną dzisiaj do kina, a ja oddam ci portwel.-zaksztusiłam się powietrzem na jego słowa.
-Nie znam cię. Nigdzie z tobą nie pójdę.-wstałam, stając koło niego.
-W takim razie się poznajmy, Lucy. Janek jestem.-otworzyłam szerzej oczy.
-Sskąd wiesz jak mam na imię?-zająknęłam się, na co on się tylko zaśmiał.
-Masz przecież swój dowód w portwelu.-odetchnęłam z ulgą. A już się zaczęłam bać, że trafiłam na jakiegoś szaleńca, który mnie śledzi.
-No to jak?-dodał szeroko się uśmiechając.
-Zastanowię się.-mruknęłam kierując się ku wyjściu z pomieszczenia.
-Ej, mała. Wiesz, że jeśli się nie zgodzisz nie odzyskasz portwela?-zaśmiał się zapewne myśląc, że to moja jedyna opcja.
-To pójdę na policję.-rzuciłam omijając chłopaka i wychodząc z mieszkania. Olałam to, że jeszcze nie odzyskałam z portwela i wybiegłam poza teren budynku. Planowałam się przejść, by ochłonąć. Wiedziałam też, że będę musiała tam jeszcze wrócić.
___
Hey! Tak ciepło przyjęliście pierwszy rozdział, że po prostu musiałam dodać drugi rozdział jeszcze dzisiaj. Dziękuję za wszystkie komentarze i zachęcam do dzielenia się swoją opinią także pod tym postem! ♥

11 komentarzy: