"-Ej, mała. Wiesz, że jeśli się nie zgodzisz nie odzyskasz portfela?-zaśmiał się zapewne myśląc, że to moja jedyna opcja.
-To pójdę na policję.-rzuciłam omijając chłopaka i wychodząc z mieszkania. Olałam to, że jeszcze nie odzyskałam portfela i wybiegłam poza teren budynku. Planowałam się przejść, by ochłonąć. Wiedziałam też, że będę musiała tam jeszcze wrócić."
-To pójdę na policję.-rzuciłam omijając chłopaka i wychodząc z mieszkania. Olałam to, że jeszcze nie odzyskałam portfela i wybiegłam poza teren budynku. Planowałam się przejść, by ochłonąć. Wiedziałam też, że będę musiała tam jeszcze wrócić."
Przewracałam telefon w ręce, siedząc na ławce i zastanawiając się nad wybraniem numeru do mamy.
-Nie. Jeszcze nie.-stwierdziłam ostatecznie, chowając telefon do torebki.
Drugą sprawą do rozważenia jest propozycja Jana. W sumie mogłabym iść. Nie tylko po to, by odzyskać portfel, ale by się trochę zabawić. Rodzice trzymają mnie pod kluczem i nie pozwalają nigdzie wychodzić. Nigdy nie miałam chłopaka ani dobrej przyjaciółki. A jedynym miejscem, w którym mogłam się spotykać ze znajomymi była szkoła. Teraz gdy skończyłam już szkołę nie mogę się z nimi spotykać wcale. Moi rodzice powinni zrozumieć, że jestem już pełnoletnia i sama mogę o sobie decydować. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w kinie albo na jakiejś imprezie.
Nie musiałam długo myśleć, by podjąc decyzję. Postanowiłam, że dam się pokusie i pójdę z nieznajomym do kina. Jest jedynie jedna przeszkoda - oczywiście rodzice. Byłabym głupia idąc z chłopakiem do kina w brudnych ubraniach, które nosiłam cały poprzedni dzień, a na dodatek w nich spałam. Walizka z moimi ciuchami została w aucie, a ja nie mam bladego pojęcia gdzie znajduje się nasz hotel. Jestem zmuszona zadzwonić do rodziców. W końcu coś za coś.
Wykręciłam numer telefonu do mamy i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Z każdym kolejnym sygnałem serce biło mi coraz szybciej.
-Halo? Lucy?-usłyszałam zmartwioną i zdenerwowaną mamę.
-Halo?-powtórzyła gdy ze strachu przez dłuższy czas się nie odzywałam. Pierwszy raz się postawiłam rodzicom, dlatego teraz się cholernie bałam.
-Tak, to ja mamo.-szepnęłam obawiając się reakcji kobiety.
-Boże, dziecko! Gdzie ty jesteś? Wiesz jak z ojcem się o ciebie martwimy? Zawiadomiliśmy już nawet policję!-huknęła do słuchawki, na co spięłam się jeszcze bardziej.
-Jestem pod Kolumną Zygmunta.-ledwo z siebie wydusiłam. Z moich oczu poleciały łzy. Wiedziałam co teraz na mnie czeka. Ale muszę być silna. Nie mogę się poddać.
-Czekaj tam na mnie! Zraz będę.-powiedziała, po czym się rozłączyła. Włożyłam telefon do torebki i cicho westchnęłam. Czeka mnie potworna awantura.
-Nie. Jeszcze nie.-stwierdziłam ostatecznie, chowając telefon do torebki.
Drugą sprawą do rozważenia jest propozycja Jana. W sumie mogłabym iść. Nie tylko po to, by odzyskać portfel, ale by się trochę zabawić. Rodzice trzymają mnie pod kluczem i nie pozwalają nigdzie wychodzić. Nigdy nie miałam chłopaka ani dobrej przyjaciółki. A jedynym miejscem, w którym mogłam się spotykać ze znajomymi była szkoła. Teraz gdy skończyłam już szkołę nie mogę się z nimi spotykać wcale. Moi rodzice powinni zrozumieć, że jestem już pełnoletnia i sama mogę o sobie decydować. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w kinie albo na jakiejś imprezie.
Nie musiałam długo myśleć, by podjąc decyzję. Postanowiłam, że dam się pokusie i pójdę z nieznajomym do kina. Jest jedynie jedna przeszkoda - oczywiście rodzice. Byłabym głupia idąc z chłopakiem do kina w brudnych ubraniach, które nosiłam cały poprzedni dzień, a na dodatek w nich spałam. Walizka z moimi ciuchami została w aucie, a ja nie mam bladego pojęcia gdzie znajduje się nasz hotel. Jestem zmuszona zadzwonić do rodziców. W końcu coś za coś.
Wykręciłam numer telefonu do mamy i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Z każdym kolejnym sygnałem serce biło mi coraz szybciej.
-Halo? Lucy?-usłyszałam zmartwioną i zdenerwowaną mamę.
-Halo?-powtórzyła gdy ze strachu przez dłuższy czas się nie odzywałam. Pierwszy raz się postawiłam rodzicom, dlatego teraz się cholernie bałam.
-Tak, to ja mamo.-szepnęłam obawiając się reakcji kobiety.
-Boże, dziecko! Gdzie ty jesteś? Wiesz jak z ojcem się o ciebie martwimy? Zawiadomiliśmy już nawet policję!-huknęła do słuchawki, na co spięłam się jeszcze bardziej.
-Jestem pod Kolumną Zygmunta.-ledwo z siebie wydusiłam. Z moich oczu poleciały łzy. Wiedziałam co teraz na mnie czeka. Ale muszę być silna. Nie mogę się poddać.
-Czekaj tam na mnie! Zraz będę.-powiedziała, po czym się rozłączyła. Włożyłam telefon do torebki i cicho westchnęłam. Czeka mnie potworna awantura.
***
-Nienawidzę was!-krzyknęłam zamykając się w moim hotelowym pokoju. Pierwszy raz posunęłam się tak daleko. Może nawet za daleko.
Skuliłam się na łóżku, wkładając słuchawki i włączając odprężającą muzykę. Tak jak się tego wcześniej spodziewałam miałam poważną "rozmowę" z rodzicami. Powiedziałam im co leżało mi na sercu, z czego nie byli zadowoleni. Uważają, że jestem jeszcze dzieckiem. A ja mam przecież skończone osiemnaście lat! Nagle przestała grać muzyka, a do moich uszu dobiegł dźwięk esemesa.
Skuliłam się na łóżku, wkładając słuchawki i włączając odprężającą muzykę. Tak jak się tego wcześniej spodziewałam miałam poważną "rozmowę" z rodzicami. Powiedziałam im co leżało mi na sercu, z czego nie byli zadowoleni. Uważają, że jestem jeszcze dzieckiem. A ja mam przecież skończone osiemnaście lat! Nagle przestała grać muzyka, a do moich uszu dobiegł dźwięk esemesa.
Od: nieznany
Treść: To jak? Już zdecydowana?
Treść: To jak? Już zdecydowana?
Bez problemu domyśliłam się od kogo jest ta wiadomość. Od razu zapisałam w kontaktach numer chłopaka i długo się nie zastanawiając odpisałam na esemesa.
Do: Jan
Treść: Zdecydowana. Spotkajmy się zaraz na starówce. I pamiętaj o moim portfelu.
Treść: Zdecydowana. Spotkajmy się zaraz na starówce. I pamiętaj o moim portfelu.
Podeszłam do walizki, ściągając słuchawki i rzucając je na stolik nocny. Wyciągnęłam z niej wszystkie ciuchy, od razu chowając je do szafy i odkładając jedynie na bok krótką, czarną spódnicę, białą koronkową bluzkę i czarną, skórzaną kurtkę. Przebrałam się w wybrane ubrania i zrobiłam delikatny, ale i tak nieco mocniejszy niż zwykle makijaż. Chwyciłam torebkę i po cichu podeszłam do drzwi. Wymykając się z hotelu przypomniała mi się sytuacja z rana, w której to wymykałam się z domu Janka. O ile to jego dom.
***
Usiadłam na ławeczce pod pomnikiem Warszawskiej Syrenki. Wybrałam akurat to miejsce, ponieważ hotel znajdował się niedaleko i szybko mogłam tu dotrzeć. Rozejrzałam się dookoła, szukając bruneta o piwnych oczach. Nie było nigdzie po nim ani śladu. Moją uwagę jednak przykuło czarne, eksluzywne auto. Gdy szyba pojazdu się zsunęła w dół, odwróciłam głowę w drugą stronę obawiając się, że kierowca samochodu zauważył, że obserwuję jego auto. Odwróciłam powoli głowę z powrotem w jego stronę kiedy usłyszałam głośne trąbnięcie klaksonu samochodowego. Ujrzałam tam chłopaka, za którym się przed chwilą rozglądałam. Wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę pojazdu.
-Wsiadaj mała.-do moich uszu dobiegł zachrypnięty głos chłopaka. Otworzył mi drzwi nie wychodząc z auta, jedynie pochylając się nad siedzeniem pasażera. Prawdziwy dżentelmen.
-Cześć.-mruknęłam wyciągając z torebki okulary przeciwsłoneczne i wkładając je na nos. Janek odpalił samochód i ruszył w stronę centrum.
-Otwórz tą skrytke.-wskazał ręką małe drzwiczki znajdujące się na przeciw miejsca pasażera. Wykonałam polecenie. Gdy w środku zobaczyłam mój portfel, uśmiech pojawił mi się na twarzy.
-Dzięki.-spojrzałam przez ciemne okulary w jego stronę. Dla pewności sprawdziłam czy wszystko jest na swoim miejscu. Na szczęście niczego nie brakowało.
-Wsiadaj mała.-do moich uszu dobiegł zachrypnięty głos chłopaka. Otworzył mi drzwi nie wychodząc z auta, jedynie pochylając się nad siedzeniem pasażera. Prawdziwy dżentelmen.
-Cześć.-mruknęłam wyciągając z torebki okulary przeciwsłoneczne i wkładając je na nos. Janek odpalił samochód i ruszył w stronę centrum.
-Otwórz tą skrytke.-wskazał ręką małe drzwiczki znajdujące się na przeciw miejsca pasażera. Wykonałam polecenie. Gdy w środku zobaczyłam mój portfel, uśmiech pojawił mi się na twarzy.
-Dzięki.-spojrzałam przez ciemne okulary w jego stronę. Dla pewności sprawdziłam czy wszystko jest na swoim miejscu. Na szczęście niczego nie brakowało.
***
-Tędy.-chłopak szarpnął mnie za rękę, próbując przedrzeć się przez tłum ludzi stojących w kolejce do kasy. Puścił mnie kiedy zatrzymaliśmy się koło dwóch mężczyzn stojących przy kinowym barku.
-Siema.-odezwał się Janek uściskając dłonie pokolei obojga z nich. Jednym z nich był blondyn, którego wcześniej już widziałam. Drugiego nigdy nie widziałam na oczy. Zresztą co się dziwić. Nie jestem stąd.
-Siema stary. Widzę, że przyprowadziłeś nową laseczke.-zaśmiał się czarnowłosy chłopak.
-Zamknij się.-warknął, na co się lekko przestraszyłam. Nie czuję się dobrze w ich towarzystwie, tym bardziej że nie znam jeszcze dobrze nawet Janka.
-To jest Lucy, znajoma.-przedstawił mnie, przez co wzrok obojga chłopaków skierował się na mnie. Źle się czułam z tym, że śledzą wzrokiem moje ciało centymetr po centymetrze, a ja nie mogę nic z tym zrobić.
-Zaraz wracam.-wyksztusiłam z siebie, wskazując głową aby Jasiek poszedł za mną.
-O co chodzi?-zapytał z zdezorientowaną miną.
-Myślałam, że będziemy tu sami.-westchnęłam nie mając ochoty tam wracać. Ci jego znajomi nie wyglądają na miłych facetów, zresztą tak samo jak on.
-A co? Nie chcesz by byli?-spytał nieco zdenerwowany, przeczesując ręką swoje bujne włosy.
-Nie, nie. Jest okej. Mogą być.-skłamałam niechcąc sprawić mu przykrości.
___
Hey mordki! Dzisiaj udało mi się napisać trochę dłuższy rozdział. Myślałam, że dodam go dopiero jutro, ale udało się dzisiaj. Komentujcie, wyrażajcie swoje opinie, jeśli chcecie udostępniajcie bloga. :)
I dziękuję Wam za prawie 400 wyświetleń! 15 maja późnym wieczorem założyłam tego bloga. Dzisiaj mamy 17 maja i jest już tyle wyświetleń! :) Dziękuję! ♥
-Siema.-odezwał się Janek uściskając dłonie pokolei obojga z nich. Jednym z nich był blondyn, którego wcześniej już widziałam. Drugiego nigdy nie widziałam na oczy. Zresztą co się dziwić. Nie jestem stąd.
-Siema stary. Widzę, że przyprowadziłeś nową laseczke.-zaśmiał się czarnowłosy chłopak.
-Zamknij się.-warknął, na co się lekko przestraszyłam. Nie czuję się dobrze w ich towarzystwie, tym bardziej że nie znam jeszcze dobrze nawet Janka.
-To jest Lucy, znajoma.-przedstawił mnie, przez co wzrok obojga chłopaków skierował się na mnie. Źle się czułam z tym, że śledzą wzrokiem moje ciało centymetr po centymetrze, a ja nie mogę nic z tym zrobić.
-Zaraz wracam.-wyksztusiłam z siebie, wskazując głową aby Jasiek poszedł za mną.
-O co chodzi?-zapytał z zdezorientowaną miną.
-Myślałam, że będziemy tu sami.-westchnęłam nie mając ochoty tam wracać. Ci jego znajomi nie wyglądają na miłych facetów, zresztą tak samo jak on.
-A co? Nie chcesz by byli?-spytał nieco zdenerwowany, przeczesując ręką swoje bujne włosy.
-Nie, nie. Jest okej. Mogą być.-skłamałam niechcąc sprawić mu przykrości.
___
Hey mordki! Dzisiaj udało mi się napisać trochę dłuższy rozdział. Myślałam, że dodam go dopiero jutro, ale udało się dzisiaj. Komentujcie, wyrażajcie swoje opinie, jeśli chcecie udostępniajcie bloga. :)
I dziękuję Wam za prawie 400 wyświetleń! 15 maja późnym wieczorem założyłam tego bloga. Dzisiaj mamy 17 maja i jest już tyle wyświetleń! :) Dziękuję! ♥
Świetnie piszesz ;) Masz talent! Bardzo mi się podobał 3 rozdział i ogółem blog. Czekam na więcej ♥
OdpowiedzUsuńCzekam do północy! Zjem Cię jeśli tego nie wstawisz (bo z tego co widze nie masz takiego zamiaru...co!?) xD -chyba się uzależniłam...haha ����
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepny rozdzial ! Mega mordko 8)
OdpowiedzUsuńŚwietny świetny świetny co innego można tu napisać świetny 😍 czekam na następny 💗
OdpowiedzUsuńlife-is-tiring.blogspot.com/