środa, 20 maja 2015

Rozdział 5

"-Nie, nie. Ona nigdy... Ona nigdy, by tego nie zrobiła.-zaczęłam się jąkać popadając w panikę, kiedy sobie o wszystkim przypomniałam. Od jakiegoś czasu wiele razy kłóciłam się z mamą, ale nigdy nie wierzyłam w to, że mogłaby mnie uderzyć. A jednak."

-Czego by nie zrobiła?-usłyszałam zmartwiony głos Jasia. Nabrałam powietrza do ust, po chwili je wypuszczając.
-Ale zrobiła. Uderzyła mnie.-westchnęłam cicho. Do moich oczu ponownie napłynęły łzy. Szybko je otarłam, niechcąc już dłużej okazywać słabości. Spojrzałam na chłopaka. Mimo rozmazanego obrazu łatwością mogłam wyczytać z jego twarzy wszystkie emocje. Nic dobrego one jednak nie wróżyły.
-I co zamierzasz teraz zrobić? Powiesz o tym ojcu?-zeszłam z blatu, by być na równi z nim, co nie bardzo wyszło gdyż jestem od niego sporo niższa.
-Nie wiem, na pewno nie wrócę na noc do domu. Ojcu nic nie powiem. Oboje są tacy sami, są siebie warci.-mruknęłam patrząc chłopakowi głęboko w oczy.
-Zostań u mnie. Możesz pare dni tu przenocować.-uśmiechnął się szeroko. Spojrzałam na niego jak na idiotę. To nie jest dobry pomysł.
-Nie, dzięki. Poznaliśmy się przedwczoraj więc pzwól, że znajdę inne wyjście z tej sytuacji.-uśmiechnęłam się delikatnie. To miłe z jego strony, ale znamy się zbyt krótko, a zresztą nie chcę się narzucać.
-I co? Będziesz wydawała pieniądze na hotel i wyżywienie? Tu masz wszystko za darmo. Zresztą i tak już tu raz spałaś.-mrugnął okiem, podchodząc do mnie o krok bliżej.
-W sumie masz rację. Ale nie chcę się narzucać.-westchnęłam wymachując bezsilnie rękoma.
-Nie narzucasz się. To przyjacielska propozycja. A jeśli o to chodzi, to możesz mi zaufać.-po raz kolejny się uśmiechnął, dzięki czemu uśmiech pojawił się także na mojej twarzy.
-A więc gdzie będę spać?-zaśmiałam się cicho, decydując się na spędzenie nocy w domu prawie obcego mi chłopaka. Janek ruszył przed siebie wskazując ręką, abym poszła za nim. Zaprowadził mnie do ładnego, przestronnego pokoju. Przy ścianie, po środku stało spore dwuosobowe łóżko. Nie brakowało również dużego lustra, telewizora, sprzętów audio i wielu innych przydatnych przedmiotów.
-Dziękuję.-powiedziałam szeroko uśmiechając się do chłopaka. Wiele mu zawdzięczam. Będę musiała kiedyś znaleźć sposób, by mu się odwdzięczyć.
-No to teraz zostawiam cię samą. Mam sprawy do załatwienia na mieście. Chcesz to pozwiedzaj mieszkanko. Czuj się jak u siebie w domu.-puścił oczko, wychodząc z pomieszczenia i kierując się schodami do przedpokoju.

Gdy Jasiek opuścił mieszkanie, tak jak zaproponował zaczęłam "zwiedzać" jego dom. Nie był jakiś ogromny, ale większy od mojego. Na początek zeszłam schodami w dół, następnie kierując się od salonu, w którym miałam okazję już przebywać pare razy. Z salonu udałam się do kuchni, a potem łazienki. Korzystając z okazji załatwiłam swoje potrzeby, po czym wbiegłam na piętro. Ominęłam "mój" pokój, wchodząc do pokoju znajdującego się obok. Okazał się być jakąś rupieciarnią. Podeszłam do kolejnych drzwi delikatnie je uchylając. Zawachałam się, by wejść gdy zdałam sobie sprawę, że to może być pokój Jasia, w którym śpi, trzyma najpotrzebniejsze rzeczy. Po prostu jego prywatny kącik. Pomimo że w domu byłam sama rozejrzałam się dookoła, po czym na palcach weszłam do pokoju. Umeblowany był podobnie do tego, w którym ja miałam spać, tyle że w nieco innych barwach. Moją uwage przykuł laptop leżący na biórku. Usiadłam na fotelu, włączając sprzęt. Wiem, że to co robię jest złe, ale ciekawość niestety w tej sytuacji wygrywa. Nie wiem co tam chciałam znaleźć, ale miałam nadzieję, że coś ciekawego. Przejechałam uważnie wzrokiem cały pulpit, zatrzymując się na pliku pod nazwą "RSL". Właśnie miałam kliknąć myszką w plik, kiedy nagle usłyszałam kroki. Gwałtownie się zerwałam, wybiegając z pokoju i nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić.
-Zapomniałem telefonu.-mruknął Jasiek, tłumacząc swój dość szybki powrót.
-No spoko.-zaśmiałam się nerwowo, cały czas stojąc przed drzwiami jego pokoju, obawiając się, że widział jak z niego wychodzę.
-A ty co tak stoisz?-zaśmiał się zerkając zza swoich ciemnych okularów.
-Yyy...no dom zwiedzam.-swtierdziłam z uśmiechem na twarzy.
-Właśnie miałam tu wchodzić. Co to za pokój?-wskazałam ręką na drzwi do jego pokoju, udając że nie byłam jeszcze w środku.
-To mój pokój.-oznajmił wchodząc do niego i machając ręką, bym poszła za nim.
-Ruszałaś mojego laptopa?-spytał nerwowo gdy zauważył, że urządzenie jest włączone.
-Nie, przecież mówiłam, że jeszcze tu nie byłam.-oblizałam nerwowo usta, wkładając ręce do kieszeni bluzy.
-Może go wcześniej nie wyłączyłem.-mruknął pod nosem wyłączając go, zabierając z komody telefon i opuszczając pokój.
Opadłam na poduszki, wchodząc do "swojego" pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Bałam się, że zostanę przyłapana na szpiegowaniu.

***

Włączyłam telefon, przełączając naraz pilotem trzymanym w drugiej ręce kanał telewizyjny. Tak właściwie spędziłam cały dzień - przed telewizorem. A co lepszego miałam do roboty?
Gdy urządznie, wyłączone wcześniej przeze mnie, by zaznać spokoju się włączyło, wpisałam kod pin, by go odblokować. Przeraziłam się na widok kilkudziesięciu nieodabranych połączeń i wiadomości. Postanowiłam jednak nie dawać za wygraną i zignorować to. Położyłam telefon na stoliczku obok, rozsiadając się wygodniej na kanapie.
-Cześć misiu.-nagle po mieszkaniu rozszedł się głos jego właściciela.
-Cześć?-uniosłam brwi do góry, odwracając się i dziwnie na niego spoglądając.
-To tylko ja. Nie twoja dziewczyna.-zaśmiałam się, wyłączając telewizor.
-Nie mam dziewczyny.-westchnął rzucając na kanape bluzę.
-Taki los. Ale teraz idę spać. Dobranoc.-stwierdziłam wchodząc po schodach. Wróciłam się na dół, kiedy wchodząc do łazienki zdałam sobie sprawę, że nie mam ani piżamy ani ręcznika ani niczego, co jest mi potrzebne.
-Jasiek.-zawołałam chłopaka siadając obok niego na kanapie, na co posłał mi pytające spojrzenie.
-No bo ja nic nie mam. W co mam się przebrać?-chłopak przeciągając się wstał z miejsca, kierując się do swojego pokoju. Wyciągnął z szafy dużą koszule, po czym mi ją podał.
-W łazience chyba wszystko znajdziesz. Jest tam jakiś ręcznik, żel.-powiedział uśmiechając się.
-Sory, ręcznika jednak nie ma.-uśmiechnął się chytrze, na co wybuchłam śmiechem.
Weszłam do łazienki, od razu na wszelki wypadek zakluczając drzwi. Nigdy nie wiadomo, co takiemu idiocie do głowy przyjdzie. Wzięłam szybki, odprężający przysznic, po czym wróciłam do "swojej" sypialni. Rzuciłam okiem na zegar wiszący na ścanie, który wskazywał godzinę 21.30. Zmęczona całodniową nudą położyłam się do łóżka, otulając się dokładnie kołdrą.
Leżałam już dobre pół godziny, nie mogąc zasnąć gdy nagle usłyszałam otwieranie drzwi. Podniosłam się do pozycji siedzącej i ujrzałam posturę Jasia.
-Zbudziłem cię?-szepnął siadając na brzegu łóżka.
-Nie, nie spałam. A co ty tu robisz?-mruknęłam przecierając oczy, by cokolwiek ujrzeć w ciemności panującej w pokoju i za oknem.
-Przyniosłem ci telefon. Zostawiłaś go na dole.-podał mi go do ręki. Odłożyłam go na nocny stoliczek, po czym z powrotem ułożyłam się do snu.
Chłopak wstał z łóżka, przez co myślałam, że chce wyjść z pokoju. Myliłam się gdyż po chwili łóżko z powrotem się ugięło pod jego ciężarem. Leżałam do niego plecami więc z tego co się mogłam domyślić położył się obok mnie, na co się gwałtownie spięłam. Wzdrygnęłam się kiedy poczułam jego ciepłe palce na moich plecach.
-Co ty robisz?-szepnęłam czując jak dreszcz przechodzi przez moje ciało.
-Próbuję cię rozluźnić, jesteś strasznie spięta.
___
Oto Wasz oczekiwany rozdział 5! Zachęcam do wyrażania swojej opini w komentarzu! :D

wtorek, 19 maja 2015

Rozdział 4

"-Zaraz wracam.-wyksztusiłam z siebie, wskazując głową aby Jasiek poszedł za mną.
-O co chodzi?-zapytał z zdezorientowaną miną.
-Myślałam, że będziemy tu sami.-westchnęłam nie mając ochoty tam wracać. Ci jego znajomi nie wyglądają na miłych facetów, zresztą tak samo jak on.
-A co? Nie chcesz by byli?-spytał nieco zdenerwowany, przeczesując ręką swoje bujne włosy.
-Nie, nie. Jest okej. Mogą być.-skłamałam niechcąc sprawić mu przykrości."

Siedziałam na łóżku, słuchając muzyki. Nie wiem po co ten chłopak zaprosił mnie do kina, a właściwie zmusił, skoro i tak mną się wcale nie zajmował. Jedyne co go interesowało to kumple i dziewczyny siedzące koło nas. A ja głupia myślałam, że się będę dobrze bawić. Przez to naraziłam się też bardziej rodzicom.
Sięgnęłam po telefon, by wykasować numer do Janka. Chcę o tym całym zamieszaniu zapomnieć. Niedługo z powrotem wrócimy do domu i wszystko będzie jak dawniej.
Po ciężkim dniu, nie mając już na nic sił, wyłączyłam muzykę i ułożyłam się do snu.

***

-Lucy, wstawaj! Tata jedzie na zebranie, a my do Pałacu Kultury.-wydarła się na całe "mieszkanie" mama, przez co się obudziłam. Podniosłam się do pozycji siedzącej, przecierając oczy.
-Czy to konieczne?-mruknęłam pod nosem zaspanym głosem.
-Nie. Ale nie mogę zostawić ciebie samej w domu, bo znowu wywiniesz jakiś numer.-spojrzała się na mnie dając mi do zrozumienia, że moje zachowanie się "pogarsza". Kobieta opuściła pokój, a ja przeciągając się wygrzebałam z łóżka.
Wyciągnęłam z szafy czarne jeansy, biały top, czarny zwiewny sweterek i czystą bieliznę. Udałam się z ciuchami do łazienki, aby się ubrać i odświeżyć. Po wykonaniu wszystkich porannych czynności, gdy byłam już gotowa zeszłam schodami na hol hotelu. Usiadłam na krzesełku przy recepcji, czekając na mamę. Wyciągnęłam z kieszeni telefon gdy poczułam wibracje. Odrzuciłam połączenie wiedząc kto dzwoni, pomimo że numer nie był zapisany w moich kontaktach. Osoba ta jednak nie dawała za wygraną, ciągle dzwoniąc. W końcu zdenerwowana odebrałam.
-Co chcesz?-warknęłam do słuchawki, zmieniając pozycję na krześle, by było mi wygodniej.
-Łołoło, spokojnie. Chciałem się tylko spytać jak się wczoraj bawiłaś?-do moich uszu dobiegł wesoły głos Janka.
-Nigdy nie bawiłam się lepiej.-mruknęłam sarkastycznie, zakładając jedną ręką kosmyk włosów za ucho.
-Ej, o co chodzi?-spytał najwyraźniej odczuwając sarkazm. Wstałam z miejsca widząc jak mama schodzi po schodach, kierujac się w moją stronę.
-Nie ważne. Nie mogę teraz rozmawiać. Zresztą to nie rozmowa na telefon.-znalazłam szybką wymówkę byle by teraz z nim o tym nie rozmawiać. Tym bardziej, że zaraz mama będzie się wypytywać z kim rozmawiam.
-To porozmawiamy w cztery oczy. Odwróć się.-otworzyłam szerzej oczy słysząc jego słowa. Oblizałam nerwowo usta, powoli się odwracając i rozłączając połączenie.
-Ja-Jasiek?-zająknęłam się na jego widok, co ten idiota tu robi? Odgarnęłam włosy na plecy, robiąc krok w tył.
-We własnej osobie.-uśmiechnął się szeroko, podchodząc bliżej.
-Co ty tu...-zaczęłam próbując dowiedzieć się w jakim celu tu przyszedł, co oczywiście się nie udało. Przez kogo? Przez mame.
-Lucy! Idziemy.-powiedziała stanowczo, przerywając mi zdanie. Szarpnęła mnie za rękę ciągnąc za sobą.

Perspektywa Jasia
Patrzyłem na oddalającą się wraz z matką dziewczynę. Nie wiem jak można wytrzymać z takim człowiekiem. Teraz rozumiem co Lucy robiła tamtego wieczoru sama w lesie.
Zrezygnowany wyszedłem z hotelu. Gwałtownie się zatrzymałem, kiedy przed moimi oczyma szybko przebiegła płacząca Lucy. Spojrzałem w drugą stronę, gdzie stała jej matka. Nie zastanawiając się dłużej pobiegłem za dziewczyną.
-Stój.-krzyknąłem łapiąc ją za bark i odwracając do siebie. Zakryła dłońmi swoją czerwoną od płaczu twarz.
-O co chodzi? O matke?-zapytałem próbując uspokoić dziewczynę. Nie odzyskałem odpowiedzi, ale w zamian za to Lucy bez wachania wtuliła się w moje ciało. Przyznam, że to miłe uczucie. Nie spotykam się z takim zdarzeniem pierwszy raz, ale akurat po niej się choćby nawet tego nie spodziewałem.
-Suka. Nie pozwolę, by ktoś cię tak traktował.-mruknąłem pod nosem, obejmując dziewczynę.
-Nie mów tak o niej!-wrzasnęła odrywając się ode mnie. Odwróciła się, by uciec jednak nie umożliwiłem jej to, chwytając ją za rękę.
-Puść mnie.-jeknęła ze łzami w oczach.
-Nie. Pojedziemy do mnie. Jesteś cała roztrzęsiona. Nie zostawię cię teraz samej.

Perspektywa Lucy
Weszliśmy do dużego domu, w którym miałam okazję już przebywać. Ściągnęłam buty, po czym ruszyłam z Jankiem do kuchni.
-Napijesz się czegoś?-spytał otwierając lodówkę i wyciągając z niej jakiś sok.
-Nie, dzięki.-szepnęłam siadając na kuchenny blat.
-Powiesz mi co się tam stało?-usłyszałam zachrypnięty głos chłopaka. Nie chciałam o tym mówić.

Retrospekcja:
-Puść mnie!-podniosłam głos na mamę, wychodząc z hotelu.
-Kto to był?-spiorunowała mnie wzrokiem. Tym razem postanowiłam nie dać za wygraną.
-Kolega.-wyrwałam rękę spod jej ucisku.
-Kolega? Pewnie z nim wczoraj wieczorem się szlajałaś. Od dzisiaj nie wychodzisz nigdzie z domu.-stwierdziła odwracając się na pięcie.
-Nie będziesz mi rozkazywać.-warknęłam zaciskając szczęke. Krew w moich żyłach pulsowała jak nigdy.
-Jak ty się wyrażasz dziewczyno? Nie tym tonem! Nie tak cię wychowałam. I będę ci rozkazywać, bo jesteś moją córką.-krzyknęła odwracając się w moją stronę. Spojrzałam na nią złowieszczo, nabierając coraz więcej odwagi.
-Kiedy w końcu zrozumiesz, że jestem dorosła i chce sama sobie zaplanować życie? I nie jadę na żadne gówniane studia do Londynu. Nie będę lekarzem. A ty nie masz prawa mówić mi co mam robić! Nie jestem już małym dzieckiem.
-Co powiedziałaś smarkulo?-kobieta zamachnęła się ręką i po chwili poczułam silne pieczenie na policzku. Do oczu napłynęły mi się łzy. Stałam w miejscu patrząc tępo na nią.
-Jak mogłaś?-szepnęłam wybuchając płaczem i uciekając jak najdalej od niej.
Koniec retrospekcji

-Nie, nie. Ona nigdy... Ona nigdy, by tego nie zrobiła.-zaczęłam się jąkać popadając w panikę, kiedy sobie o wszystkim przypomniałam. Od jakiegoś czasu wiele razy kłóciłam się z mamą, ale nigdy nie wierzyłam w to, że mogłaby mnie uderzyć. A jednak.
___
Hejo miśki! To już 4 rozdział! Nie zapomnijcie zostawić po sobie komentarza! :) Nic tak bardzo nie motywuje jak komentarze! :)

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 3

"-Ej, mała. Wiesz, że jeśli się nie zgodzisz nie odzyskasz portfela?-zaśmiał się zapewne myśląc, że to moja jedyna opcja.
-To pójdę na policję.-rzuciłam omijając chłopaka i wychodząc z mieszkania. Olałam to, że jeszcze nie odzyskałam portfela i wybiegłam poza teren budynku. Planowałam się przejść, by ochłonąć. Wiedziałam też, że będę musiała tam jeszcze wrócić."

Przewracałam telefon w ręce, siedząc na ławce i zastanawiając się nad wybraniem numeru do mamy.
-Nie. Jeszcze nie.-stwierdziłam ostatecznie, chowając telefon do torebki.
Drugą sprawą do rozważenia jest propozycja Jana. W sumie mogłabym iść. Nie tylko po to, by odzyskać portfel, ale by się trochę zabawić. Rodzice trzymają mnie pod kluczem i nie pozwalają nigdzie wychodzić. Nigdy nie miałam chłopaka ani dobrej przyjaciółki. A jedynym miejscem, w którym mogłam się spotykać ze znajomymi była szkoła. Teraz gdy skończyłam już szkołę nie mogę się z nimi spotykać wcale. Moi rodzice powinni zrozumieć, że jestem już pełnoletnia i sama mogę o sobie decydować. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w kinie albo na jakiejś imprezie.
Nie musiałam długo myśleć, by podjąc decyzję. Postanowiłam, że dam się pokusie i pójdę z nieznajomym do kina. Jest jedynie jedna przeszkoda - oczywiście rodzice. Byłabym głupia idąc z chłopakiem do kina w brudnych ubraniach, które nosiłam cały poprzedni dzień, a na dodatek w nich spałam. Walizka z moimi ciuchami została w aucie, a ja nie mam bladego pojęcia gdzie znajduje się nasz hotel. Jestem zmuszona zadzwonić do rodziców. W końcu coś za coś.
Wykręciłam numer telefonu do mamy i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Z każdym kolejnym sygnałem serce biło mi coraz szybciej.
-Halo? Lucy?-usłyszałam zmartwioną i zdenerwowaną mamę.
-Halo?-powtórzyła gdy ze strachu przez dłuższy czas się nie odzywałam. Pierwszy raz się postawiłam rodzicom, dlatego teraz się cholernie bałam.
-Tak, to ja mamo.-szepnęłam obawiając się reakcji kobiety.
-Boże, dziecko! Gdzie ty jesteś? Wiesz jak z ojcem się o ciebie martwimy? Zawiadomiliśmy już nawet policję!-huknęła do słuchawki, na co spięłam się jeszcze bardziej.
-Jestem pod Kolumną Zygmunta.-ledwo z siebie wydusiłam. Z moich oczu poleciały łzy. Wiedziałam co teraz na mnie czeka. Ale muszę być silna. Nie mogę się poddać.
-Czekaj tam na mnie! Zraz będę.-powiedziała, po czym się rozłączyła. Włożyłam telefon do torebki i cicho westchnęłam. Czeka mnie potworna awantura.
***
-Nienawidzę was!-krzyknęłam zamykając się w moim hotelowym pokoju. Pierwszy raz posunęłam się tak daleko. Może nawet za daleko.
Skuliłam się na łóżku, wkładając słuchawki i włączając odprężającą muzykę. Tak jak się tego wcześniej spodziewałam miałam poważną "rozmowę" z rodzicami. Powiedziałam im co leżało mi na sercu, z czego nie byli zadowoleni. Uważają, że jestem jeszcze dzieckiem. A ja mam przecież skończone osiemnaście lat! Nagle przestała grać muzyka, a do moich uszu dobiegł dźwięk esemesa.

Od: nieznany
Treść: To jak? Już zdecydowana?

Bez problemu domyśliłam się od kogo jest ta wiadomość. Od razu zapisałam w kontaktach numer chłopaka i długo się nie zastanawiając odpisałam na esemesa.

Do: Jan
Treść: Zdecydowana. Spotkajmy się zaraz na starówce. I pamiętaj o moim portfelu.

Podeszłam do walizki, ściągając słuchawki i rzucając je na stolik nocny. Wyciągnęłam z niej wszystkie ciuchy, od razu chowając je do szafy i odkładając jedynie na bok krótką, czarną spódnicę, białą koronkową bluzkę i czarną, skórzaną kurtkę. Przebrałam się w wybrane ubrania i zrobiłam delikatny, ale i tak nieco mocniejszy niż zwykle makijaż. Chwyciłam torebkę i po cichu podeszłam do drzwi. Wymykając się z hotelu przypomniała mi się sytuacja z rana, w której to wymykałam się z domu Janka. O ile to jego dom.
***
Usiadłam na ławeczce pod pomnikiem Warszawskiej Syrenki. Wybrałam akurat to miejsce, ponieważ hotel znajdował się niedaleko i szybko mogłam tu dotrzeć. Rozejrzałam się dookoła, szukając bruneta o piwnych oczach. Nie było nigdzie po nim ani śladu. Moją uwagę jednak przykuło czarne, eksluzywne auto. Gdy szyba pojazdu się zsunęła w dół, odwróciłam głowę w drugą stronę obawiając się, że kierowca samochodu zauważył, że obserwuję jego auto. Odwróciłam powoli głowę z powrotem w jego stronę kiedy usłyszałam głośne trąbnięcie klaksonu samochodowego. Ujrzałam tam chłopaka, za którym się przed chwilą rozglądałam. Wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę pojazdu.
-Wsiadaj mała.-do moich uszu dobiegł zachrypnięty głos chłopaka. Otworzył mi drzwi nie wychodząc z auta, jedynie pochylając się nad siedzeniem pasażera. Prawdziwy dżentelmen.
-Cześć.-mruknęłam wyciągając z torebki okulary przeciwsłoneczne i wkładając je na nos. Janek odpalił samochód i ruszył w stronę centrum.
-Otwórz tą skrytke.-wskazał ręką małe drzwiczki znajdujące się na przeciw miejsca pasażera. Wykonałam polecenie. Gdy w środku zobaczyłam mój portfel, uśmiech pojawił mi się na twarzy.
-Dzięki.-spojrzałam przez ciemne okulary w jego stronę. Dla pewności sprawdziłam czy wszystko jest na swoim miejscu. Na szczęście niczego nie brakowało.
***
-Tędy.-chłopak szarpnął mnie za rękę, próbując przedrzeć się przez tłum ludzi stojących w kolejce do kasy. Puścił mnie kiedy zatrzymaliśmy się koło dwóch mężczyzn stojących przy kinowym barku.
-Siema.-odezwał się Janek uściskając dłonie pokolei obojga z nich. Jednym z nich był blondyn, którego wcześniej już widziałam. Drugiego nigdy nie widziałam na oczy. Zresztą co się dziwić. Nie jestem stąd.
-Siema stary. Widzę, że przyprowadziłeś nową laseczke.-zaśmiał się czarnowłosy chłopak.
-Zamknij się.-warknął, na co się lekko przestraszyłam. Nie czuję się dobrze w ich towarzystwie, tym bardziej że nie znam jeszcze dobrze nawet Janka.
-To jest Lucy, znajoma.-przedstawił mnie, przez co wzrok obojga chłopaków skierował się na mnie. Źle się czułam z tym, że śledzą wzrokiem moje ciało centymetr po centymetrze, a ja nie mogę nic z tym zrobić.
-Zaraz wracam.-wyksztusiłam z siebie, wskazując głową aby Jasiek poszedł za mną.
-O co chodzi?-zapytał z zdezorientowaną miną.
-Myślałam, że będziemy tu sami.-westchnęłam nie mając ochoty tam wracać. Ci jego znajomi nie wyglądają na miłych facetów, zresztą tak samo jak on.
-A co? Nie chcesz by byli?-spytał nieco zdenerwowany, przeczesując ręką swoje bujne włosy.
-Nie, nie. Jest okej. Mogą być.-skłamałam niechcąc sprawić mu przykrości.
___
Hey mordki! Dzisiaj udało mi się napisać trochę dłuższy rozdział. Myślałam, że dodam go dopiero jutro, ale udało się dzisiaj. Komentujcie, wyrażajcie swoje opinie, jeśli chcecie udostępniajcie bloga. :)
I dziękuję Wam za prawie 400 wyświetleń! 15 maja późnym wieczorem założyłam tego bloga. Dzisiaj mamy 17 maja i jest już tyle wyświetleń! :) Dziękuję! ♥

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 2

"Sięgnęłam po torebkę leżącą na półce obok i na palcach podeszłam do drzwi. Gdy nie było nikogo słychać delikatnie otworzyłam drzwi. Stawiając małe i ciche kroki zeszłam po schodach na dół. Poczułam smród alkoholu, dochodzący z jednego z pokoi. Z ciekawości zajrzałam do środka. Wszędzie walały się puszki po piwie, a na kanpie leżał blondyn mniej więcej w moim wieku. Przestraszona wybiegłam z domu, biegnąc przed siebie, jak najdalej od tego miejsca."

Zmęczona godzinnym "zwiedzaniem" Warszawy usiadłam na pierwszej, lepszej ławce. Wyciągnęłam z torebki telefon, by sprawdzić godzinę. Zegarek wskazywał dziewiątą trzydzieści. Zaczęłam mocno rozmyślać próbując połączyć wszystkie fakty. Co to był za dom? Kim był ten blondyn? Co się stało z brunetem, z którym jechałam autem? Co teraz mam robić?
Otworzyłam torebkę, chowając do niej telefon i próbując odnaleźć portwel, by kupić kawę na pobudzenie. Nigdzie jednak go nie było. Zdenerwowana wyrzuciłam z torebki wszystkie rzeczy, co nie dało rezultatu. Miałam tam pieniądze, dokumenty, karty płatnicze. Załamana schowałam z powrotem wszystkie przedmioty do torebki, po czym próbowałam ustalić gdzie może być zguba. Do głowy przyszło mi tylko jedno miejsce, a mianowicie miejsce, w którym najprawdopodniej spędziłam noc. Wcześniej nawet na myśl by mi nie przyszło tam wracać, a teraz? Teraz nie mam wyboru. Nigdzie nie wyciągałam portwela. Co prawda mógł mi wypaść gdy wyciągałam coś innego, ale warto odwiedzić także tamto miejsce. Możliwe, że ten chłopak mnie okradł.

***

Stanęłam pod dużym domem nabierając powietrza do ust. Nie łatwo było mi go znaleźć. Warszawa jest wielkim miastem, co nie ułatwiało sprawy. Pchnęłam furtkę i weszłam na teren budynku. Stanęłam przed drzwiami, pukając w nie. Miałam nadzieję, że nikt nie otworzy, pomimo że zależało mi na odzyskaniu mojej własności. Na moje nieszczęście (albo szczęście) drzwi budynku się otworzyły. W progu ujrzałam bruneta, z którym jechałam w nocy. Uśmiechnął się cwaniacko, a moje serce nabrało dziesięciokrotnie szybszego tępa.
-Wiedziałem, że wrócisz.-mruknął opierając się łokciem o futrynę. Uniosłam brwi nie bardzo wiedząc o co mu chodzi.
-Wejdź.-zszedł z przejścia wskazując ręką na korytarz w środku mieszkania.
-Przyszłam tylko po mój portwel złodzieju.-fuknęłam nabierając coraz więcej pewności siebie.
-Wejdź.-powtórzył nieco groźniejszym tonem. Przestraszona wykonałam jego polecenie. Od początku wiedziałam, że coś z nim nie tak. Stanęłam w holu nerwowo się rozglądając. Chłopak ruszył w stronę jednego z pokoi, wskazując głową, abym poszła za nim. Niepwenie zaczęłam stawiać kroki.
-No chodź. Nie bój się.-powiedział gdy zauważył, że się wacham. Usiadłam obok niego na kanapie, na której wcześniej leżał obcy mi blondyn. Teraz był tu porządek i nie śmierdziało alkoholem. Pomieszczenie było przestrzenne i ładnie urządzone.
-Masz mój portwel?-zapytałam przerywając niezręczną ciszę. Oblizałam nerwowo usta, zakładając przy tym kosmyki włosów za uszy. Wczoraj nie bałam się jego tak jak teraz.
-Mam.-uśmiechnął się w dość dziwny sposób.
-A mógłbyś mi go oddać?-spytałam zirytowana jego zachowaniem.
-Mógłbym.-po raz drugi uzyskałam irytującą odpowiedź. Posłałam mu piorunowe spojrzenie, które miało dać mu do zrozumienia, że to co robi nie jest zabawne.
-A dasz mi go?-po raz kolejny zadałam mu pytanie. Tym razem oczekiwałam konkretnej odpowiedzi.
-Pod jednym warunkiem.-wstał z miejsca przez cały czas uważnie mi się przyglądając. Spojrzałam się na niego pytająco. Chociaż to się robi śmieszne. Będzie mi stawiał warunki, abym mogła odzyskać swoją własność?
-Pójdziesz ze mną dzisiaj do kina, a ja oddam ci portwel.-zaksztusiłam się powietrzem na jego słowa.
-Nie znam cię. Nigdzie z tobą nie pójdę.-wstałam, stając koło niego.
-W takim razie się poznajmy, Lucy. Janek jestem.-otworzyłam szerzej oczy.
-Sskąd wiesz jak mam na imię?-zająknęłam się, na co on się tylko zaśmiał.
-Masz przecież swój dowód w portwelu.-odetchnęłam z ulgą. A już się zaczęłam bać, że trafiłam na jakiegoś szaleńca, który mnie śledzi.
-No to jak?-dodał szeroko się uśmiechając.
-Zastanowię się.-mruknęłam kierując się ku wyjściu z pomieszczenia.
-Ej, mała. Wiesz, że jeśli się nie zgodzisz nie odzyskasz portwela?-zaśmiał się zapewne myśląc, że to moja jedyna opcja.
-To pójdę na policję.-rzuciłam omijając chłopaka i wychodząc z mieszkania. Olałam to, że jeszcze nie odzyskałam z portwela i wybiegłam poza teren budynku. Planowałam się przejść, by ochłonąć. Wiedziałam też, że będę musiała tam jeszcze wrócić.
___
Hey! Tak ciepło przyjęliście pierwszy rozdział, że po prostu musiałam dodać drugi rozdział jeszcze dzisiaj. Dziękuję za wszystkie komentarze i zachęcam do dzielenia się swoją opinią także pod tym postem! ♥

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 1

Koniec.-mruknęłam pod nosem otwierając drzwi od auta i wychodząc z niego. Rozejrzałam się uważnie do okoła, po czym gdy stwierdziłam, że rodziców nigdzie nie ma wbiegłam w głąb lasu. Szłam przed siebie nie myśląc o konsekfencjach tego co robię. Teraz miałam w głowie tylko jeden cel - uciec jak najdalej od rodziców.

***

-Odwal się!-krzyknęłam nie panując nad sobą, rozłączając po raz kolejny połączenie od mamy. Jestem dorosła i sama decyduję o swoim życiu więc może wracać do domu beze mnie. Stanęłam w miejscu kiedy uświadomiłam sobie, że robi się ciemno i już na pewno nie znajdę wyjścia z tego przeklętego lasu. Usiadłam pod drzewem opierając się łokciami o kolana, podtrzymując dłońmi głowę. Do moich oczu napłynęły łzy. Nie dlatego, że żałowałam ucieczki. Jestem z siebie dumna, że w końcu udało mi się przeciwstawić rodzicom.
Siedziałam pod tym drzewem dobre dwadzieścia minut, zastanawiając się nad tym co mam zrobić. Nic dobrego jednak nie wymyśliłam, a rodziców nie mam zamiaru prosić o pomoc. Udowodnię im, że sama sobie poradzę. Podniosłam głowę, patrząc tępo przed siebie. Mgła, las, drzewa, liście, mrok i nic więcej. Nagle ujrzałam małe światełko. Zerwałam się z brudnej ziemi i zaczęłam szybko biec w stronę poruszającego się światła. Zdyszana dotarłam do jakiejś dziurawej drogi, którą właśnie najprawdopodobniej jechał samochód. Uśmiechnęłam się na myśl, że udało mi się wyjść z lasu i dotrzeć do domu. Cała nadzieja prysła kiedy dotarło do mnie, że to miejsce to totalne bezludzie i przejeżdżające tędy samochody to zapewne rzadkość. Usiadłam na poboczu chowając glowę między rękami. Nagle oślepił mnie błysk lamp. W moich oczach pojawiła się iskra nadzieji, że stąd się wydostanę. Gdy samochód się zblirzył niespodziewanie wyskoczyłam na drogę, na co on gwałtownie zahamował. Bez zastanowienia wsiadłam do auta.
-Jedziesz do Warszawy?-zwróciłam się do bruneta siedzącego za kierownicą.
-Kurwa, dziewczyno! Chciałaś się zabić?-warknął uderzając w kierownicę. Jakiś furiat.
-Nie, to nie.-burknęłam otwierając drzwi od auta z zamiarem wyjścia z pojazdu.
-Zaczekaj.-usłyszałam nieco spokojniejszy głos chłopaka, na co się odwróciłam-Jedziesz do Wawy, tak?
-Tak. Czy inaczej bym się rzucała pod kółka?-mruknęłam wymachując rękoma, patrząc chłopakowi głęboko w piwne oczy.
-No dobra. W takim razie kierunek Warszawa.-odpalił silnik, ruszając w dalszą drogę.
-Nie boisz się tak ryzykować? Sama z obcym mężczyzną, w środku nocy, koło lasu?-zapytał z chytrym uśmieszkiem na twarzy, przerywając ciszę panującą w aucie od dobrych piętnastu minut. Muszę przyznać, że ma racje. To niebezpieczne, ale czy miałam jakieś inne wyjście?
-Nie. Jest dopiero dwudziesta.-powiedziałam nie przenosząc wzroku z drogi na niego. Oblizałam nerwowo usta. Szczerze mówiąc zaczęłam się już trochę bać.
-A co taka piękna istotka robiła sama w lesie o tej porze? Gdybyś trafiła na kogoś innego mogłoby to się źle skończyć.-spojrzał na mnie dając mi do zrozumienia, że jestem z nim bezpieczna.
-Nie twoja sprawa.-oparłam głowę o szybe, próbując znaleźć coś innego niż drzewa.
-Jeszcze kiedyś mi o tym powiesz.-puścił oczko, uśmiechając się. Prychnęłam na jego słowa. Nie będzie żadnego "kiedyś". Wysadza mnie w Warszawie i koniec naszej "znajomości".

***

Zamrugałam kilka razy, próbując przyzwyczaić się do promieni słonecznych. Przeciągnęłam się i podniosłam do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pokoju, przecierając oczy. Kiedy dotrało do mnie, że ten pokój nie jest moim pokojem, gwałtownie się zerwałam, podbiegając do okna. Ujrzałam piękną panoramę Warszawy. Uspokiłam się na chwilę podziwiając widoki. Gdy usłyszałam kroki szybko położyłam się do łóżka, udawając że śpię. Serce biło mi jak szalone. Drzwi od pomieszczenia się otworzyły, a następnie ktoś do niego wszedł. Uderzyła mnie fala męskich perfum, dzięki czemu wiedziałam, że mam do czynienia z płcią przeciwną. Miałam wrażenie, że stoi nade mną i mi się przygląda. Kiedy mężczyzna wyszedł z pokoju odetchnęłam z ulgą. Sięgnęłam po torebkę leżącą na półce obok i na palcach podeszłam do drzwi. Gdy nie było nikogo słychać delikatnie otworzyłam drzwi. Stawiając małe i ciche kroki zeszłam po schodach na dół. Poczułam smród alkoholu, dochodzący z jednego z pokoi. Z ciekawości zajrzałam do środka. Wszędzie walały się puszki po piwie, a na kanpie leżał blondyn mniej więcej w moim wieku. Przestraszona wybiegłam z domu, biegnąc przed siebie, jak najdalej od tego miejsca.
____
Cześć! Mamy pierwszy rozdział mojego opowiadania. Bardzo proszę o komentarze, ponieważ chciałabym wiedzieć czy ten pomysł wypali i mam to dalej pisać. Jeśli macie jakieś uwagi także piszcie! :)

Cześć!

Witam Was na moim blogu z opowiadaniem o JDabrowsky. Wiem, że jest tego pełno, ale mam nadzieję, że moje także Wam się spodoba. Niedługo pojawi się pierwszy rozdział, a zaraz po nim kolejne (oczywiście jeśli znajdą się czytelnicy). Jeśli chcecie coś się dowiedzieć to zawsze możecie śmiało pytać! :)